Podobnie jak w wielu krajach, które doświadczyły „gorączki wyborczej”, również Indonezja nie jest w tym czasie odporna na rozprzestrzenianie się oszustw i fałszywych wiadomości. Dzięki każdemu kandydatowi politycznemu oraz wszystkim ludziom, którzy mają coś do powiedzenia, dezinformacja rozchodzi się szybko i na dużą skalę. Nawet w miejscach, w których ustanowiono demokrację, takich jak Brazylia, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone, oszustwa są obecne i udowodniono, że wpływają na wyniki wyborów.

Donald Trump, przedstawiciel republikanów, został wybrany na prezydenta USA na podstawie szerokiej kampanii dezinformacyjnej rzekomo zorganizowanej przez Rosjan. Podejrzewano również, że rosyjskie trolle internetowe są odpowiedzialne za wysyłanie probrexitowych wiadomości na Twitterze w dniach poprzedzających głosowanie w sprawie Brexitu. W Brazylii wybór skrajnie prawicowego kandydata, Jaira Bolsonaro, został poprzedzony rozprzestrzenianiem się tysięcy kłamstw za pośrednictwem platform mediów społecznościowych, takich jak Facebook i WhatsApp.

Jeszcze przed ogłoszeniem, że obecny prezydent Indonezji Joko „Jokowi” Widodo i współzałożyciel i lider partii Gerindra, Prabowo Subianto, ponownie będą rywalizować w wyborach prezydenckich, oszustwa i fałszywe wiadomości rozeszły się masowo. Do niedawna większość fałszerstw to ataki i oszczerstwa przeciwko poszczególnym kandydatom. Jedynym kłamstwem, które powraca, jest bezpodstawna plotka, że „Jokowi” miał linki do zakazanej Indonezyjskiej Partii Komunistycznej (PKI).

Jednak kampania dezinformacyjna nie dotyczyła wyłącznie „Jokowi” lecz również jego rywali wyborczych. W sierpniu 2018 r. w internecie krążyły fałszywe wiadomości, w których twierdzono, że Sandiaga Uno powiedział, że Indonezja nie odniesie sukcesu w Igrzyskach Azjatyckich, ponieważ „miejscowi sportowcy są fizycznie słabi”.

W ostatnich dniach kampania dezinformacyjna przybrała groźny obrót. Poza celowaniem w pojedynczych kandydatów teraz wydaje się, że fałszerstwa i fake newsy mają na celu atak na wiarygodność samych wyborów. Doszło do ukazania się sensacyjnej wiadomości, że w porcie Tanjung Priok znaleziono siedem pojemników z podziurkowanymi kartami do głosowania. Twierdzono, że w kontenerach, które miały być wysłane z Chin, były karty do głosowania, które były przeznaczone dla Jokowi i jego współkandydata, Ma’rufa Amina.

Według niektórych szacunków, co najmniej 17 000 tweetów przekazało tę informację. Generalna Komisja Wyborcza (KPU), świadoma potencjalnych skutków fałszywych wiadomości, szybko złożyła raport do policji krajowej, która później potwierdziła, że wiadomości zostały sfabrykowane.

Jest bardzo prawdopodobne, że w okresie poprzedzającym głosowanie w kwietniu zintensyfikują się fake newsy. Najgroźniejszym rodzajem świadomej dezinformacji jest ta, która próbuje delegitymizować całe wybory lub siać wątpliwości co do ważności procesu głosowania.

Demokracja opiera się na założeniu, że proces wyborczy jest wolny i sprawiedliwy. Gdy kandydaci i elektorat stracą wiarę w ten proces, całe współzawodnictwo nie ma sensu.

Na trzy miesiące przed wyborami, KPU, policja i odpowiednie władze muszą zintensyfikować swoje wysiłki w zakresie ograniczania dezinformacji, nie powodując ataku na wolność słowa. Tymczasem wyborcy muszą zachować zdrowy rozsądek.

Demokracja w Indonezji jest zbyt cenna, aby upaść.

Źródło: thejakartapost.com