Nawet teraz, ponad dwa lata po wyborach w 2016 r., debata na temat wpływu mediów społecznościowych na system polityczny nadal opiera się w dużej mierze na spekulacjach. W rezultacie rządy na całym świecie podejmują akcje mające na celu przeciwdziałanie kampaniom dezinformacyjnym. Czas na poważną debatę i czerpanie z prawdziwych badań i dowodów.

Media społecznościowe stwarzają prawdziwe problemy na całym świecie. Należy wziąć pod uwagę temat witryn budzących wątpliwości, których tematyka była bardzo często rozpowszechniana na Facebooku w okresie przed wyborami w 2016 roku. Takie witryny z pewnością miały wpływ na debatę publiczną, ale wbrew niektórym doniesieniom, nie ma dowodów na to, że były one odpowiedzialne za zwycięstwo Donalda Trumpa.

W rzeczywistości analizy pokazują, że większość ludzi nie odwiedzała tych stron w ogóle w 2016 r. Ta sama zasada dotyczy reklam politycznych na Facebooku, które w 2018 r. wciąż mają dość ograniczony zasięg w stosunku do np. reklam telewizyjnych.

Te przesadne obawy dotyczące wpływu informacji online przypominają wcześniejsze panikę dotyczącą wpływu telewizji i radia. W rzeczywistości informacje pochodzące od botów, rosyjskich trolli i fałszywych serwisów informacyjnych stanowią bardzo mały procent informacji, które znajdują się w Internecie i mało prawdopodobne jest, aby zmieniły one myślenie wielu ludzi. Biorąc pod uwagę te realia, powinniśmy zachować ostrożność, zanim upoważnimy prywatne firmy, takie jak Facebook, do zaangażowania się w bezprecedensowe interwencje w krajową debatę polityczną na temat platform mediów społecznościowych.

Większość fałszywych wiadomości jest odbierana przez mniejszość politycznie aktywnych ludzi, którzy już mają ugruntowane błędnie podane wcześniej informacje. Dzielenie się tej wątpliwej treści wiadomościami pomogło im przeniknąć do głównych mediów, partii i grup interesów. Sposoby, w jakie social media wzmacniają skrajne poglądy i umożliwiają im wpływanie na debatę publiczną, powinny w związku z tym stanowić większy problem niż propaganda masowa.

Ponadto, należy wziąć pod uwagę szkody, jakie może wywołać to zjawisko, jeśli dotrze do większej liczby Amerykanów. Fałszywe wiadomości i rosyjskie działania raczej nie przyczyniły się do wygranej Trumpa, ale pokazały, że media społecznościowe mogą być rajem dla dezinformacji.

Kampanie reklamowe na Facebooku docierają obecnie do niewielu Amerykanów, ale stanowią coraz większy udział w reklamie politycznej. Skutki niesprawdzonej reklamy na platformie mogłyby w związku z tym być znacznie większe w przyszłości, gdyby nie włączono kontroli regulacyjnych.

Musimy również egzekwować i bronić zasad polityki i systemu regulacji, które mają zastosowanie nawet przy stosunkowo niewielkich ilościach fałszywych wiadomości i ekspozycji reklam internetowych, które obecnie obserwujemy. Wymagania dotyczące przejrzystości i ujawniania pochodzenia kampanii reklamowych już istnieją w innych mediach – dlaczego nie powinny one mieć zastosowania również online?

Powinno się rozważyć potencjalne skutki uboczne w relacjach z mediami. Przeprowadzone badania wykazały, że ostrzeżenia o obecności fake news skutecznie ograniczyły zaufanie ludzi do internetowych treści, ale zmniejszyły również zaufanie do treści prezentowanych w mainstreamowych mediach. Jeśli wyżej wymienione zasady będą przestrzegane, można uniknąć wielu błędów podczas prób uregulowania mediów społecznościowych.

Źródło: medium.com

Zdjęcie: darenwoodward/iStock/Getty Images Plus