Andrzej Kowalski, właściciel firmy Sante i wg magazynu „Forbes” jeden ze 100 najbogatszych Polaków, został oskarżony przez swoich byłych pracowników o molestowanie i mobbing. Sam nie zgadza się ze stawianymi mu zarzutami i twierdzi, że to wszystko zmyślone historie.

Andrzej „Carrington” Kowalski

Właściciel firmy Sante ukończył technikum, po czym zatrudnił się jako monter w Warszawskich Zakładach Urządzeń Telefonicznych i pracował tam przez 10 lat. W wieku 30 lat odszedł z pracy i założył swój pierwszy biznes – sklep spożywczy w Otwocku pod Warszawą. Kolejnymi jego przedsięwzięciami były: bazar z owocami w Otwocku i stragan na Saskiej Kępie w Warszawie, a w roku 1992 założył firmę Sante.

Do swojej fabryki ze zdrową żywnością zatrudnił wszystkie bliskie mu osoby: żonę, dwóch braci, a następnie synów, córkę i kolejnych członków rodziny. Gdy odniósł sukces, zaczęto nazywać go „Carringtonem polskiego musli”. Nie bez powodu, ponieważ stał się on jednym z najbogatszych obywateli kraju. Sam ujawnił ostatnio, że w roku 2019 przewidywany przychód Sante może po raz pierwszy przekroczyć okrągły miliard złotych.

Andrzej „Imperator A.K” Kowalski

18 kwietnia Janusz Schwertner, dziennikarz Onetu, opublikował artykuł dotyczący warunków, w jakich byli zmuszeni pracować ludzie zatrudnieni w firmie Sante. Materiały uzyskał od samych byłych pracowników, ale również z serwisu GoWork, w którym Andrzej Kowalski komentuje jako „Imperator A.K”.

Dawni pracownicy Sante zarzucają byłemu szefowi mobbing oraz molestowanie seksualne. W swoich opowieściach wymieniali także chaos panujący w firmie, brak higieny pracy, podważanie kompetencji pracowników oraz ciągłe poniżanie ludzi. Na prześladowania ze strony Kowalskiego byli narażeni dosłownie wszyscy – zarówno szeregowi pracownicy, jak i ci z kadry menedżerskiej, czy najbliżsi współpracownicy biznesmena.

Z opowiadań wynika, że w firmie szczególnie źle traktowane były kobiety. Kowalski rzekomo poniżał je mówiąc, że nie mają odpowiednich kompetencji oraz nie stronił od uwag dotyczących ich wyglądu. Jedna ze współpracownic właściciela Sante wyznała, że podczas ich podróży służbowej, w hotelu posunął się do molestowania seksualnego.

„Zadzwonił, żebym przyniosła mu szampon. Jak zapukałam do drzwi, to krzyknął: „otwarte!” i zaprosił mnie do siebie. Wtedy już wiedziałam, że straciłam pracę. Wewnątrz było ciemno. On stał w samych majtkach i zaproponował mi masaż. A potem w tych majtkach wyszedł jeszcze za mną na korytarz”.

„Podczas naszego ostatniego wyjazdu (…) zarezerwował kręgle i bilard. W trakcie gry rzucał w moim kierunku dziwne aluzje. „Pani chyba wie, jak trzymać kij…”. A jak wbijaliśmy kule, to pytał: „pani chyba wie, do czego służy dziurka, czy mam pani powiedzieć?”.

„Wirus Sante”

Z opowiadań byłych pracowników firmy wynika, że tzw. „Wirus Sante” polega na tym, że w firmie zjawia się nowa osoba, która ma znakomite wyniki i jest chwalona, nastepnie dostaje umowę, a nawet podwyżkę, po czym nagle… znika bez śladu. Byli pracownicy zarzucają „Imperatorowi” mobbing, a wiele osób przyznaje, że musiało zwracać się o pomoc do terapeuty, a nawet psychiatry. Chodzą również pogłoski, że jeden z warszawskich psychiatrów na hasło „Sante” wypisuje zwolnienia od ręki.

„Groził nam konsekwencjami finansowymi. Nawet za błędy, które wynikały z wadliwych umów, sporządzonych lata wcześniej i podpisanych przez niego samego. Zgłaszał takie sprawy do działu prawnego. Ja kiedyś też się skonsultowałem z prawnikiem i okazało się, że tego typu groźby to jest mobbing w najczystszej postaci”.

Anna P., była dyrektor marketingu, zanim sprowadzała nowych pracowników do firmy, prosiła ich, by w Internecie poczytali komentarze dotyczące Andrzeja Kowalskiego i dopiero po ich lekturze podejmowali decyzje o swojej przyszłości.

Anna P. stała za budową Studia Sante. Prowadziła zdrowy tryb życia, była wegetarianką, uprawiała jogę. 6 listopada 2012 roku popełniła jednak samobójstwo. Pracownicy nigdy bezpośrednio nie oskarżali o to szefa firmy, chociaż chodziły takie pogłoski. Po tej tragedii wszyscy mieli jednak nadzieję, że może w końcu coś zmieni się w podejściu Kowalskiego do swoich podwładnych. Mylili się. Szef kazał im udawać, że ta tragedia nigdy się nie wydarzyła.

„Nie przekraczam żadnych granic”, czyli Kowalski odpiera zarzuty

Wszelkie ataki ze strony byłych pracowników szef Sante odpiera twierdząc, że takie rzeczy nie miały miejsca w jego firmie. Mówi, że irytują go te wyssane z palca historie. Na zarzut o molestowanie odpowiada, że to tylko próba szantażu i wyciągnięcia od niego pieniędzy.

Żyjemy w czasach powszechnego hejtu. Widzę, że teraz na mnie ktoś postanowił wylać wiadro pomyj. Uważam te wszystkie opinie za niesprawiedliwe. Zawsze traktowałem swoich ludzi bardzo dobrze. (…) Owszem, nieraz są stresujące sytuacje. Ale nie przekraczam żadnych granic” – zapewnia biznesmen. OŚWIADCZENIE NA STRONIE SANTE

Dwa dni kryzysu w sieci

Kryzys marki Sante w sieci nie wygenerował zbyt wielkiej dyskusji, na co wskazują poniższe dane:

Tradycyjnie najaktywniejszy był Facebook:

Dane dotyczące trendu wskazują, że “kryzys” trwał zaledwie dwa dni.

Najpopularniejszymi miejscami dyskusji na Facebooku były: gazeta.pl, Onet Wiadomości, ASZdziennik, Onet, Newsweek, Tygodnik Powszechny i Radio Zet.

Ujemny sentyment odnotowano również tylko w dwóch pierwszych dniach. Najbardziej negatywna dyskusja odbyła się jednak nie na Facebooku, a na portalach informacyjnych (pod publikacjami dotyczącymi tematu). Poniżej przykładowe negatywne treści z sieci:

Poniżej TOP 5 portali wg liczby zamieszczonych komentarzy:

Wnioski

Mobbing w firmie Sante to już drugi głośny przypadek tego typu opisany przez dziennikarza Onetu (poprzednia publikacja dotyczyła sytuacji w Szlachetnej Paczce, którą przebadaliśmy TU). Firma bez wątpienia została dotknięta kryzysem, ale nie znalazło to odzwierciedlenia w dyskusjach w sieci, na co wskazują powyższe dane. W przypadku Szlachetnej Paczki mieliśmy do czynienia z trudną sytuacją nie tylko znanej i cenionej inicjatywy charytatywnej, ale też z wątkiem światopoglądowym (religia), co było powodem bardziej intensywnej dyskusji w sieci. Temat wypłynął też w momencie, w którym dość intensywnie rozmawiano w internecie o sytuacji kościoła oraz pedofilii wśród księży, przez co temat Szlachetnej Paczki trafił na odpowiedni grunt.

Możliwe, że w najbliższym czasie trudniej będzie marce Sante pozyskać nowych pracowników, być może nastąpi wysyp negatywnych opinii na portalach, gdzie oceniamy pracodawców (GoWork i inne). Problem organizacji może też przełożyć się na obniżoną motywację osób pracujących w firmie.

Firma – jak podają media – wyraziła pełną gotowość do współpracy z Państwową Inspekcją Pracy w celu weryfikacji tez postawionych przez dziennikarza Onetu. Zadeklarowała również pomoc odpowiednim służbom w zakresie oceny sytuacji pod kątem zapisów prawa pracy. Wygląda więc na to, że marka zrobiła wszystko to, co powinna. Czas pokaże, czy opisana w publikacji sytuacja rzeczywiście miała miejsce i jaka była skala tego zjawiska.