Społeczeństwa zachodnie zawsze wyznawały zasadę, że każdy ma prawo do wyrażania swoich opinii, bez względu na temat lub okoliczności. Wolność słowa dotyczy zarówno popularnych jak i tych mniej popularnych wypowiedzi. Geniusz tej zasady polega na tym, że często chroni „szarego człowieka” przed dyskryminacją. Ponadto zapewnia każdemu, bez względu na płeć, rasę lub status, wyrażanie tego, co chce przekazać.

Szkoda, że niektóre grupy ludzi zapomniały dziś o wartości wolności słowa. Niektóre posunęły się nawet do zniesienia całej tej koncepcji. Cenzura i prawa dotyczące mowy nienawiści to propozycje, które ludzie w dzisiejszych czasach wydają się gotowi zaakceptować. Nawet jeśli są sprzeczne z każdą wartością wolności słowa.

Faktem jest, że wolność słowa promuje demokrację i podnosi jakość rządzenia wszędzie tam, gdzie się pojawi. Dzieje się tak zwłaszcza w krajach rozwijających się. Później jest odwrotnie. Na przestrzeni dziejów wszędzie tam, gdzie próbowano naruszać wolność słowa, nastąpił chaos torujący drogę totalitarnym rządom i uciskającym reżimom. Istnieje wyraźny podział między wolnością słowa a totalitaryzmem.

Giganci z Doliny Krzemowej przejmują kontrolę

Niedawna czystka osobowości mediów społecznościowych, takich jak Laura Loomer i Paul Joseph Watson, doprowadziła do dyskusji na temat roli gigantów Doliny Krzemowej w otwartym dyskursie. Młodsze pokolenia dorastały wśród mediów społecznościowych i Internetu, nie zaś tradycyjnych serwisów informacyjnych. Gazety i wiadomości w telewizji stają się coraz słabsze i są zastępowane alternatywnymi źródłami informacji. Jasne jest, iż media społecznościowe stały się jednym z najważniejszych rynków otwartej wymiany informacji. Gdyby faktycznie był on otwarty.

Ta czystka prawicowych osobowości nie jest niczym nowym. Platformy mediów społecznościowych już w przeszłości banowały republikanów i konserwatystów. Oczywiście, daje to liberałom darmową przepustkę, gdy „przekraczają granice”. Pytanie nie dotyczy jednak tego, czy Dolina Krzemowa jest stronnicza, bo to oczywiste, że jest. Pytanie dotyczytego, czy należy pozwolić jej na stronniczość na swoich platformach?

Zwykle pojawia się argument, że firmy prywatne, takie jak Facebook i Twitter, mają prawo cenzurować dowolne treści. Są wygodne zapominając, że wynikiem ruchu na rzecz praw obywatelskich było stworzenie przepisów zapobiegających dyskryminacji prywatnych firm. Prywatnym firmom nie wolno naruszać praw obywatelskich, a ludzie są oburzeni, gdy to robią. Jednak duże korporacje naruszają wolność wypowiedzi, która jest zarówno prawem obywatelskim, jak i prawem człowieka. Czy powinniśmy na to pozwolić?

Co więcej, czy gigantom, którzy mogą potencjalnie ingerować w wybory, przysługuje „darmowy bilet” tylko dlatego, że są prywatni? Jeśli tak jest, nie powinno być żadnych skarg na piekarzy, którzy odmawiają obsłużenia homoseksualistów. Oni również są prywatnymi przedsiębiorstwami, więc nie ma podstaw, by je nadzorować. A skoro już o tym mowa, znieśmy wszystkie inne przepisy antydyskryminacyjne.

Nie ma miejsca na hipokryzję w tak ważnej kwestii, z którą mamy do czynienia. Jak wcześniej wspomniano, media społecznościowe mają potencjał, aby wpływać na wyniki wyborów. Zbanowanie kilku wybitnych prawicowych osobowości od razu można uznać za wtrącanie się w głosowanie. Tym bardziej, że zbliżają się wybory prezydenckie. To nie byłby pierwszy raz, ponieważ Twitter prawdopodobnie zablokował konto prezydenta Trumpa podczas wyborów w 2016 r. Ingerował także w szwedzkie wybory. Ale poza tym jest jeszcze jeden duży problem do rozwiązania.

Zmonopolizowany Internet

Kiedy ludzie myślą o Internecie, myślą o otwartej przestrzeni, w której każdy może swobodnie publikować to, co chce (o ile jest to legalne) i żadna pojedyncza firma nie ma nad tym kontroli. To mogło być prawdą w przeszłości. Niestety już nie jest. Niewielka liczba firm, czasami jedna, przejmuje kontrolę nad pewnymi obszarami Internetu. Platformy mediów społecznościowych są nieliczne, darowizny i wsparcie dla twórców jest praktycznie ograniczone do minimum, jedyną odpowiednią wyszukiwarką jest Google, płatności internetowe głównie ograniczają się do Paypal i Stripe. Idąc głębiej, twój dostawca Internetu kontroluje cały dostęp do sieci.

Mniejsze przedsiębiorstwa nie mają możliwości konkurowania z większymi i bardziej ugruntowanymi firmami. Można powiedzieć, że Internet w obecnym stanie został zmonopolizowany przez garstkę firm z Doliny Krzemowej. Mówiono o tym, w jaki sposób dostawcy Internetu monopolizują dostęp do sieci w przeszłości, ale prawie nikt nie mówił o opcjach jakie mamy, gdy jesteśmy online.

Rozważmy następujący scenariusz: niezależny twórca, który nie otrzymał wsparcia finansowego, nie ma możliwości zaistnienia w mediach społecznościowych, a banki odmawiają mu usług. Beznadziejny przypadek. To właśnie sprawia, że twierdzenie: „jeśli nie lubisz platformy x, powinieneś stworzyć swoją własną”, przestaje mieć znaczenie. Nawet jeśli udałoby się stworzyć własną platformę bez Cloudfare i Paypal, którzy odmówili ważnych usług, taka platforma przyciągnęłaby tylko niewielki procent indywiduów, którzy chcieliby korzystać z tego typu strony.

“Nie” dla cenzury

Postępujące lekceważenie tej kwestii ilustruje zmianę progresywnej ideologii na przestrzeni dziesięcioleci. Antymonopolowi, pro-związkowi postępowcy kierowani przez FDR, którzy walczyli o robotników i biednych, zostali zastąpieni przez snobistyczne elity, które uciszają i zniesławiają wszystkich, których nie lubią. Szlachetna wizja poszukiwania sprawiedliwości społecznej ucichła. Pozostawiła jedynie miejsce dla ideologów, którzy bardziej troszczą się o szerzenie swojej ideologii niż o wolność i sprawiedliwość. Jeśli obecni postępowcy byliby prawdziwymi postępowcami, organizowaliby duże protesty przeciwko cenzurze technologicznej i monopolizacji Internetu.

Zamiast tego nie reagują. Jedynie przyglądają się, jak banowane są kolejne konta, dlatego że „promują lub angażują się w przemoc i nienawiść”. Nie ma dowodów na to, że ludzie tacy jak Watson i Loomer popierali jakąkolwiek przemoc lub nienawiść. Za to ich pro-prawicowe tendencje lub teorie spiskowe wydają się być wystarczającym uzasadnieniem dla ich „zniknięcia”. Gdyby ta czystka naprawdę dotyczyła walki z nienawiścią i przemocą, usunięte byłyby anty-policyjne konta na Twitterze, na których stale pojawiają się treści, w których życzy się śmierci funkcjonariuszom, czy konta demokratycznych postaci, takich jak Illhan Omar, na których umieszczane są antysemickie komentarze.

Niezależnie od wszystkich uzasadnień i zasad moralnych, które można by przedstawić, sytuacja jest jasna. Przy tym, jak duży wpływ wywierają, powinni chronić podstawowe i istotne prawo, które zawarte jest w pierwszej poprawce. Lewica ma się dobrze pozwalając Dolinie Krzemowej tworzyć korporacyjną oligarchię. Bez względu na to, że produktem ubocznym będą ludzie tacy jak Zuckerberg, którzy będą mogli praktycznie czytać w naszych myślach. Nawet współzałożyciel Facebooka, Chris Hughes, zgadza się, że osoby takie jak Zuckerberg mają o wiele za dużo mocy. Sądzi, że nadszedł czas, aby rozbić tę platformę.

Czy powinniśmy pozwolić na to, by cenzura powoli, ale stanowczo doprowadzała do tego, aby światopogląd garstki ludzi stał się światopoglądem wszystkich? Działania online będą coraz bardziej dalekosiężne, zwłaszcza te związane z social media. Umożliwienie gigantom mediów społecznościowych cenzurowania treści, które nie pasują do ich ideologii, może całkowicie zmienić krajobraz polityczny krajów w nie tak odległej przyszłości. Idealnym podsumowaniem są słowa Benjamina Franklina: „Ci, którzy mogą zrezygnować z niezbędnej wolności, aby uzyskać trochę tymczasowego bezpieczeństwa, nie zasługują ani na wolność, ani na bezpieczeństwo”.

Źródło: medium.com