Żyjemy w erze informacji, a raczej w epoce dezinformacji. Dorastając w świecie, który czci technologię i wiedzę, wkroczyliśmy w fazę, w której nie jesteśmy już w stanie zaufać, czy otrzymywane informacje nie są fałszywe. Co gorsza, nie wiemy, czy źródło informacji jest godne zaufania.

Fałszywe wiadomości mają wiele definicji. Zasadniczo są tworzone z zamiarem wprowadzenia w błąd, wyrządzenia komuś szkody lub uzyskania większej uwagi mediów. Tworzy się je także w celu uzyskania korzyści finansowych czy względów politycznych. Takie informacje mogą być wręcz sensacyjne, niepełne, prowokujące, fałszywe lub sfabrykowane. Niektórzy dziennikarze płacą nawet za wycieki lub plotki. Dzisiejsze fałszywe wiadomości obejmują również przerabiane zdjęcia i filmy.

Aż do lat 70. XX wieku, kiedy prasa drukowana i telewizja dominowały w dystrybucji informacji, można było ufać mediom w przedstawianiu zrównoważonych poglądów. Pokazywały one różne strony argumentu, aby umożliwić czytelnikowi lub widzowi ocenę tego, co jest prawdziwe.

Gazety i kanały telewizyjne były wystarczająco bogate, aby sfinansować dziennikarstwo śledcze w odkrywaniu „prawdy”. Jednak wraz z pojawieniem się informacji cyfrowych te tradycyjne kanały straciły przychody z reklam w mediach społecznościowych. Tym samym pogorszyła się jakość dziennikarstwa. Aby przyciągnąć uwagę, treści w gazetach i telewizji stały się coraz bardziej sensacyjne, a także bardziej stronnicze.

Bitwa o czytelnika wpłynęła również na media społecznościowe, których wartość (przychody z reklam) zależy od ich zdolności do przyciągnięcia widzów i czytelników.

Jak ważne są fake newsy?

Gdy wpiszesz w Google „fałszywe wiadomości”, otrzymasz 1,48 miliarda wyników, w porównaniu z 380 milionami dla frazy „Jezus Chrystus”. „Trump” posiada dwa miliardy wyników, co pokazuje, jakie sukcesy odnosi w mediach społecznościowych.

Czy fałszywe wiadomości są szkodliwe i czy należy je regulować?

Kanadyjski think tank, Center for International Governance and Innovation (CIGI), przeprowadził ankietę online w 25 krajach na temat bezpieczeństwa i zaufania w Internecie. Stwierdził, że Facebook jest najczęściej cytowanym źródłem fałszywych wiadomości. 77 proc. użytkowników tej platformy mówi, że osobiście zobaczyło tam fake newsy.

Niepokojące

Zdecydowana większość badanych uważa, że to Internet pogarsza zjawisko fałszywych wiadomości.

Co znamienne, jedna trzecia (35 proc.) wskazała USA jako kraj najbardziej odpowiedzialny za destrukcyjne skutki fałszywych wiadomości w ich kraju, znacznie wyprzedzony przez Rosję (12 proc.) i Chiny (9 proc.).

Oczywiście istnieje wiele trolli online oraz platform mediów społecznościowych, które rozpowszechniają fake newsy. Jednak bardzo trudno jest ustalić, kto powinien regulować fałszywe wiadomości i decydować, co jest prawdą, a co nie.

Niektóre osoby wierzą, że powinny to robić same platformy mediów społecznościowych. Inni chcą, aby w tę sprawę zaangażowały się rządy. Jednak są przy tym nieufne wobec możliwości wprowadzenia cenzury.

Czy social media propagują nienawiść i szerzą podziały?

Australijski filozof Tim Dean niedawno zadał pytanie, czy zawiodła nas wolność słowa. Jak słusznie zauważa: „Wolność słowa nie jest absolutnym dobrem. To nie koniec sam w sobie. Wolność słowa jest dobrem instrumentalnym, promującym dobro wyższe – poszukiwanie prawdy”.

Prawdziwy problem polega na tym, że jeśli nie mamy faktów, nie możemy prowadzić racjonalnej debaty na temat tego, co jest prawdą. Praworządność działa na zasadzie, że w przypadku sporu w społeczeństwie rozwiązuje się go na drodze cywilnej albo przez sądy, albo w drodze procesu politycznego. Ale kiedy dochodzi do przemocy, prawo się załamuje.

Jak mówi profesor Dean: „Wolność słowa spełnia swoją funkcję poszukiwania prawdy tylko wtedy, gdy wszyscy mówią w dobrej wierze. Kiedy wszyscy zgadzają się, że prawda jest celem rozmowy, że fakty mają znaczenie, że istnieją pewne standardy dowodów oraz argumenty, które są dopuszczalne, że mówcy mają obowiązek być otwartymi na krytykę”.

Jeśli jednak jedna strona blokuje przeciwne stanowisko poprzez zastraszanie, zniewagi, groźby, gwałtowne działania i umyślne rozpowszechnianie dezinformacji, dyskurs obywatelski znika, podobnie jak praworządność.

Żyjemy nie w czasach informacji, ale gniewu

W wyniku kapitalizmu finansowego pozwolono na narastanie ogromnych nierówności, przełamując racjonalny dyskurs, wywołując brak zaufania do establishmentu i starego porządku oraz uaktywniając nienawiść i podziały. Czy powinniśmy pozwolić mediom społecznościowym na podjudzanie tego procesu?

Rząd Singapuru podjął śmiały krok w kierunku regulacji fałszywych wiadomości. Uchwalił ustawę o ochronie przed fałszerstwami internetowymi i manipulacjami (Pofma).

Zgodnie z tą ustawą rząd Singapuru może podjąć działania w sprawie fake newsów w Internecie. Może nakazać ich usunięcie lub poprawienie, lub zlecić firmom technologicznym blokowanie kont rozpowszechniających nieprawdę.